.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

środa, 13 grudnia 2017

1647. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Ostatnio szaleję na zakupach kosmetycznych i to nie mało...
Ale tak chyba najłatwiej jest mi odreagować stres roboczy i prywatny...

Oto więc co dorwałam podczas krótkiego wypadu do Rossmana i Natury:


I w poszczególe:

od góry: Bourjoius Volume reveal ok. 45 zł; Loreal Volume Milion Lashes So Contour; Loreal Volume Milion Lashes ((w ramach zestawów z produktami do demakijażu za ok. 50 zł każdy)
 Podkład:
Essence Camouflage 2w1 podkład z korektorem, ok. 15 zl
 Demakijaż:

Loreal Micellar Water; Loreal Demakijaż (w ramach zestawów z tuszami do rzęs za ok. 50 zł każdy)

Odżywki do rzęs:

od lewej: Eveline Lash Therapy odżywka do rzęs, ok. 12 zł; Isana Eyelash serum do rzęs, ok. 25 zł


Chyba najbardziej jestem zadowolona z zakupu tuszów do rzęs z Loreala i Bourjois.
Te czarne mazidła posłużą mi na długo i będą wydłużać me rzęsy hen daleko.

Co do miceli to się rozumie samo przez się - skoro zestaw z tuszem był tańszy niż sam tusz, to czemu nie wziąć jeszcze micela gratis?

Podkład z Essence z kolei, tak bardzo zachwalany na youtubach jako idealnie kryjący i matujący, również musiał wpaść w moje łapy.

Odżywki do rzęs natomiast tak jakoś same wpadły mi do koszyka zakupowego, więc się nawet mnie nie pytajcie, czemu je wzięłam...

A Wy co ostatnio kupiliście fajnego?

Kathy Leonia

wtorek, 12 grudnia 2017

1646. Recenzja: Avon Luxe Glamorous Roses paletka cieni do powiek

Witajcie!

Dziś podumamy sobie o cieniach do oczu.

Będzie to paletka z Avonu Luxe Glamorous Roses.

Słowo od producenta: "Zestaw pięciu trwałych, głębokich odcieni Avon Luxe mocno nasyconych pigmentami pozwala tworzyć hipnotyzujące makijaże oczu na dzień i na wieczór.
Efekt: długotrwały, piękny i wyrazisty kolor."
Produkt w opakowaniu:











Na dłoni:




Makijaż z użyciem cieni:






Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt wygrałam w rozdaniu jakimś. Normalnie można go ucapić w Avonie czy Internetach za ok. 50 zł
  Zapach: bez zapachu.
 Konsystencja: cienie na powieki.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, luksusowo złote, zawierające pięć cieni w tonacji beżowej. Pojemność: 9 g.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na kilka miesięcy używania.
Działanie: kiepskie.  Zacznę od tego, że jestem maniaczką palet do makijażu oczu. Mam w swojej kolekcji mniej więcej 5 palet i wciąż korcą mnie nowe. Na paletkę z Avonu trafiłam całkiem przypadkowo, wygrywając ją dawno temu w rozdaniu. Tu od razu dodam,  że sama na pewno bym nie kupiła nic z tej firmy, gdyż do tej pory kolorówka Avona nie trafiała nigdy w moje gusta makijażowe. I to też niestety tyczy się powyższej paletki... Mimo, że wygląda ona niezwykle luksusowo i pięknie, to jakość cieni, ich "rozcieralność" oraz trwałość są po prostu kiepskie... Co mi po cieniu za prawie 60 zł, który osypuje się niemiłosiernie podczas aplikacji i którego prawie w ogóle nie widać na powiekach? To już paletki The Color Workshop, jakie możecie znaleźć w Tesco za 10 zł są lepszej jakości niż ta Avonowa... Nie wiem doprawdy po co wypuszczać do sprzedaży produkt tak beznadziejny w swoim działaniu... Dlatego też, mimo że paletka początkowo zapowiadała się świetnie - wiecie design, tonacja cieni - to okazało się być to jedynie ułudą obietnic producenta. Nie polecam nikomu, no chyba, że macie za dużo pieniędzy do wydawania. 

Ocena: 1/5

Miałyście?

Kathy i Leon

poniedziałek, 11 grudnia 2017

1645. O najlepszych pomadkach matowych na świecie od Lovely słów kilka

Witajcie!

Dziś czas na pogawędkę o matowych pomadkach.

Będę mówić o gromadce mych ukochanych mazideł z firmy Lovely.

Oto i one:


Od producenta:



Aplikatorki:



Na dłoni:


od góry: 1,2,3,4,5,6

Na ustach.

1:



2:



3:



4:



5:



6:



Dla mnie powyższe pomadki to cud, miód i ideał.

Są idealne pod kątem trwałości, odcieni, dostępności oraz taniości.

Pomadka naniesiona rano, trwa na ustach ok. 5-6 godzin, wytrzymując picie, jedzenie.
Produkt sam w sobie wygląda bardzo ładnie, szybko zastyga i daje od razu pełne matowe wykończenie naszych warg.
Nie zauważyłam jakiegoś zbytniego przesuszenia czy podrażnienia ust po tychże pomadkach matowych.

Za jedną sztukę zapłacimy ok. 10 zł w Rossmanie.

Jeśli jeszcze nie macie tych cudaków, to koniecznie się w nie zaopatrzcie!
Na pewno nie pożałujecie.

A Wy co dziś na ustach nosicie?

Kathy i Leon

PS. Brak posta w weekend bym spowodowany - a jakżeby inaczej - siedzeniem na planie i ogarnianiem statystów.
Wolną chwilę dla siebie znalazłam dopiero w niedzielę na wieczór, tak więc w ogóle nie poczułam, że był weekend...

piątek, 8 grudnia 2017

1644. Na piątek!

Witajcie!

Dziś czas na coś pysznego.

Oto co zjem:



Powyższe cudo to kokosowa babeczka (cukiernia obok przystanku tramwajowego na pl. Dąbrowskiego), z nadzieniem z kremu tzw. Nutella.

I jak staram się unikać słodyczy, tak tej babeczce nie mogę się oprzeć.

Bo jest po prostu idealna!

Kto jest fanem wiórek kokosowych, delikatnego lukru, kruchego ciasta i nadzienia z czekoladą, ten na pewno będzie zachwycony.

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy i Leon

PS. Wczoraj miałam swój pierwszy raz przed kamerami.
Najpierw tzw. small talk, a potem krótki wywiad.
Premiera na wiosnę.
Ale czad!

czwartek, 7 grudnia 2017

1643. Recenzja: Maybelline Affinimat puder matujący

Witajcie!

Dziś skupimy się na twarzy matowieniu.

Będę mówić o Maybelline Affinimat , czyli pudrze matującym.

Słowo od producenta: "Puder matujący z gamy AffinitMat w 4 odcieniach. Idealnie dopasowuje się do odcienia skóry. Dzięki zawartości mikrogąbeczek zapewnia naturalnie matowe wykończenia makijażu. "

Bohater w opakowaniu:



Od producenta:


Po otwarciu:


Skład:



Na dłoni:


Na twarzy:



Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt kupiłam w Rossmanie za jakieś 30 zł.
  Zapach: ładny, delikatny.
 Konsystencja: pudrowa.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, w charakterze kasetki, w tonacji przezroczystej  z białymi napisami od producenta. Pojemność: 16 g.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie starczy na pół roku używania.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że nie mogę żyć bez pudrów matujących. Moja tłusta cera już po dwóch godzinach od nałożenia podkładu na tendencje do świecenia się niczym cienie z brokatem na powiece. Dlatego też od zawsze szukam dla siebie idealnego pudru matującego. Czy znalazłam go w produkcie Maybelline? Można powiedzieć, że prawie tak. Prawie, bo mat zostaje utrzymany na jakieś 5 godzin. Niemniej jednak, i tak jestem zadowolona z produktu, bo naprawdę ładnie wygląda na twarzy. Skóra prezentuje się naturalnie, bez efektu maski. Dodam, że puder nie zapycha ani nie uczula mnie. Jest tani, wydajny, łatwo dostępny i przyjemnie pachnący. Czego chcieć więcej? Ano, gdyby tylko matowił na cały dzień to bym była w siódmym niebie.  A tak to jestem co najwyżej w czwartym. 

Ocena: 4/5

Miałyście?

Kathy i Leon


środa, 6 grudnia 2017

1642. Aktualizacja włosów - grudzień 2017 r.

Witajcie!

Dziś czas na aktualizację kłaków.

Włosy widać, że podrosły i zaczęły się dziwnie wywijać na końcach.
Dlatego też czeka je niebawem małe podcięcie.

Ogólnie wyglądają zacnie, zostały też delikatnie rozjaśnione po długości, gdyż zrobiło mi się tęskno za słonecznymi refleksami, jakie zwykle mam w lato.

Oto teraz małe przypomnienie jak włosy wyglądały we wrześniu:





A tak się prezentują teraz:






Dane poglądowe:

Długość: ok. 58 cm
 Skręt: wywijas kokowy.
 Kolor: blondo-rudo-coś.
 Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm
  Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję

 Olejowanie: co drugie mycie na noc

Używane produkty: Klik!

A jak Wasze kudełki?

Kathy Leonia

wtorek, 5 grudnia 2017

1641. Recenzja: Armani Acqua di Gioia woda perfumowana

Witajcie!

Dziś zauroczymy się zapachem.

Będę mówić o Armani Acqua di Gio wodzie perfumowanej, jaką można znaleźć na stronie Iperfumy.pl

Słowo od producenta: "Giorgio Armani Acqua di Gioia jest słodka, ale odświeżająca, delikatna, a przy tym wyrazista, kojąca, a zarazem wyzywająca. Perfumy przeznaczone głównie na lato, kiedy razem z podmuchem bryzy chłodzącym Twoją twarz, przypomną ciepłe letnie noce i spacery nad brzegiem morza. Olśnij otoczenie zapachem tych luksusowych perfum i przenieś się do dziewiczej przyrody gdy tylko zechcesz.  Flakon w barwie morza inspirowany  krągłością kropli wody kryje w sobie woń wolności, natury i nieograniczonych możliwości.

Taka jest Acqua di Gioia pachnąca morzem, limonką i miętą, wytwarzająca poczucie doskonałej harmonii między człowiekiem i naturą. Zafunduj swym zmysłom w ciągu zapracowanego dnia wspomnienie z wakacji. Perfumy Armani jako symbol kobiecości, zmysłowości i atrakcyjności."

Bohater w butli:








Otworek:




Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik dostałam jako prezent, natomiast można go znaleźć na stronie 
Iperfumy.pl, gdzie kosztuje ok. 250 zł
 Zapach: przyjemny, soczysty, ciepły, morski.
Konsystencja: płynna.
 Opakowanie i pojemność: pojemnik szklany, przezroczysty, z czarnymi napisami producenta nań. Pojemność: 100 ml.
  Wydajność: bardzo dobra. Produktu wystarczy na jakieś pół roku regularnego psikania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że zanim sięgnęłam po wersje damską tegoż pachnidła, najpierw zafascynowała mnie ich wersja męska. I to do tego stopnia, że ilekroć czułam na mijanych na ulicy mężczyznach zapach Acqua di Gio, miałam miękkie kolana i palpitacje serca. Owa dziwna skłonność do tej woni została mi do dziś i będzie mi towarzyszyła po wsze czasy. Skoro więc tak działa na mnie męska woń, to czemu zatem nie spróbować damskiej wersji? I tak oto do mych rak trafił ten skromny, niepozorny flakonik. Nie muszę mówić, że już od pierwszego psiknięcia oczarowałam się i odurzyłam bogactwem morskiej świeżości cedru, słodkością piwoni i orzeźwieniem płynącym z mięty. Perfumy te są jedyne i niepowtarzalne w swoim rodzaju, chyba nie ma na rynku perfumeryjnych podobnego zapachu. Dla mnie to wypisz-wymaluj spacer nad brzegiem dziko płynącego strumyka gdzieś hen daleko wśród lasów deszczowych... Warto wspomineć, że perfumy te są niezwykle trwałe (ok. 10 godz na skórze i do 4 dni na ubraniach) i podobają się otoczeniu. Na pewno jeszcze kupię nie raz ową buteleczkę.
 Ocena: 5/5

Miałyście?


Kathy i Leon